Głównym powodem mojego wyjazdu do Albanii był Berat. Gdy na jednym ze zdjęć zobaczyłam ,,miasto tysiąca okien" od razu zapragnęłam je zobaczyć na żywo. Było warto, choć nie obyło się bez problemów. Do Beratu chciałam dotrzeć na własną rękę. Udało się, ale następnym razem (co baaaardzo rzadko mi się zdarza) wykupię wycieczkę zorganizowaną.
Do Beratu chciałam dotrzeć z Durres. Pierwszy autobus miał odjeżdżać z dworca autobusowego o 6:45. Na miejscu okazało się, że może i jedzie o tej godzinie, ale z zupełnie innego dworca - Durres - Pelpa, który jest położony 9km dalej, o czym dowiedziałam się od jednego z kierowców. Inny mężczyzna zaproponował mi taksówkę za 10 euro. Poczekałam na kolejny autobus, który miał być o 7:30. Mapy wskazaywały, że powinnam tam jechać 25 minut i przesiąść się na kolejny autobus. Pierwszym autobusem, za który zapłaciłam 40LEK czyli niecałe 2 zł (bilet kupuje się za gotówkę - sprzedawca biletów chodzi po autobusie) jechałam zaledwie 10 minut i dobrze, że patrzyłam na poruszającą się kropkę na mapach google bo wysiadłabym w zupełnie innym miejscu. Przed 7:45 byłam na miejscu. O tej godzinie powinien odjeżdżać minibus do Beratu, ale żaden nawet nie wyjeżdżał. Kolejny miał ruszyć o 8:30. Ruszyliśmy jednak o 8:15. Na miejsce też byłam też prawie 30 minut pózniej bo przed 10:00. Za bilet zapłaciłam 500 LEK
Z dworca autobusowego do centrum idzie się 45 minut. Po drodze nie widziałam żadnych lokalnych autobusów. Sama jednak trasa nie była męcząca. Po drodze jest sporo sklepów i park.
Za autobus powrotny do Tirany zapłaciłam 600 LEK. Ostatni autobus odjeżdżał o 16:00, jednak widząc punktualność autobusów wolałam nie ryzykować i wybrałam wcześniejsze połączenie. I dobrze bo i tak nie ruszyliśmy na czas, a ludzi wssiadających do minibusa było sporo, że gdybym czekała na ostatni przejazd to mogłabym się nie zmieścić.








