Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajlandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajlandia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lipca 2015

Tajlandia: Ayutthaya



Pociąg z Chiang Mai jedzie bezpośrednio do Bangkoku. Po drodze zatrzymuje się na kilku stacjach. Postanowiła wysiąść w Ayutthaya by zwiedzić miasto, o którym kiedyś sporo słyszałam.
Tak szybko jak wysiadłam tak szybko pożałowałam! Upał nieziemski, wilgotność powietrza była tak wysoka, że nie mogłam złapać oddechu. 

Dojeżdżam do celu. Stacja stosunkowo mała, koło kas biletowych znajduje się posterunek policji. Udaję się tam natychmiast z prośbą o przechowanie mojego bagażu na czas mojego zwiedzania. Przechowalni bagażu nie ma a ja nawet nie chcę myśleć, że mogę usłyszeć negatywną odpowiedz. Zgadzają się bez problemu. Zostawiam plecak i udaję się do niewielkiej przystani promowej ( jeśli można tak ją nazwać), z której odjeżdżają łódki na drugą stronę brzegu gdzie znajdują się wszystkie zabytki. 

Upał sprawia, że jestem w stanie zwiedzić na piechotę jedynie kilka świątyń z wielu które znajdują się w mieście. Na resztę zwyczajnie brakuje mi sił. Biorę zatem lokalną taksówkę, która dowozi mnie do miejsc, które chciałam jeszcze zobaczyć. taksówkarz mówi po angielsku. Ustalamy cenę z góry, pieniądze chce jednak dostać dopiero po zakończeniu kursu. 

Jedziemy do leżącego Buddy. O ile posągów przedstawiających siedzącego Buddę widziałam już w życiu sporo o tyle ani razu nie widziałam leżącego Buddy. Ten zrobił na mnie naprawdę wrażenie.

Taksówkarz odwozi mnie do przystani promowej i żąda ode mnie zdecydowanie większej zapłaty niż było ustalone na początku! Nie daje się! Tłumaczę, że obowiązuje cena ustalona na początku. Wręczam mu odliczoną ilość pieniędzy i wysiadam. Łakomy dwa razy traci. Z początku sama chciałam dać mu więcej pieniędzy niż było ustalone ale po jego zachowaniu stwierdziłam, że na nic więcej nie zasługuje.

Biorę swój plecak i kupuję bilet na pociąg UWAGA!!! 3 klasy do Bangkoku. Pociąg jedzie 2h a za bilet zapłaciłam równowartość 2 zł! Oczywiście, że stać mnie było na pociąg 2 a nawet i 1 klasy ale po co. Zdecydowana większość ludzi podróżuje 3 klasą bo ich nie stać na inny bilet. Chciałam zatem zobaczyć i doświadczyć tego jak podróżuje większość osób. I doświadczyłam! W pociągu tłum ludzi, brak klimatyzacji, niesamowity upał i zwierzęta w klatkach ( głównie kury ale gęsi i króliki też się znalazły). Można sobie wyobrazić smród i ścisk jaki panował w każdym z wagonów. Pomimo tego ludzie nie sprawiali wrażenia zmęczonych albo wściekłych na warunki w jakich przyszło im podróżować. 

Dotarłam do Bangkoku - cała bezpieczna i z ogromną ilością wspomnień! Pozostało tylko dojechać kolejką na lotnisko. 









Przejażdżka na słoniu - jedna z największych turystycznych atrakcji Tajlandii

piątek, 3 lipca 2015

Tajlandia: Wat Phrathat Doi Suthep, farma węży i orchidei

Ostatni dzień w Chiang Mai wykorzystuję by pojechać do Wat Phrathat Doi Suthep. Jest to chyba najpiękniejszy kompleks świątynny jaki widziałam w Tajlandii. Dojechać można taksówką. Lokalne autobusy nie kursują tam. Natrafiłam na turystów z Francji, którzy też chcieli tam dotrzeć. Razem wzięliśmy większą taksówkę i podzieliliśmy się kosztami.

Świątynia położona jest na wzgórzu. Po drodze można podziwiać panoramę miasta. 
Dojeżdżamy na miejsce. Do kompleksu świątynnego prowadzą schody, których pokonanie w upał jaki był stanowi ogromne wyzwanie. Przy schodach siedzi mała dziewczynka ubrana w tradycyjny strój jednego z tamtejszych górskich plemion. Siedzi, wyciąga rękę i cały czas mówi: money, money, money!







W Tajlandii, zwłaszcza północnej popularne są farmy tygrysów. Zdecydowałam się nie oglądać tego miejsca po tym jak dowiedziałam się jak traktowane są tam zwierzęta. Podawane im są ogromne ilości środków nasennych dzięki którym tygrysy prawie cały czas śpią a turyści mogą do nich podejść, przytulić się i zrobić sobie zdjęcie. Jest to dla mnie straszne. Jednak tak długo jak turyści będą chcieli się sfotografować tak długo takie miejsca będą istnieć a zwierzęta będą usypiane.


W drodze powrotnej jadę zobaczyć farmę węży, które uwielbiam i orchidei. Warunki w jakich przechowywane są zwierzęta wołają o pomstę do nieba. Klatki były tak małe, że zwierzęta ( były tam także m.in. pawie, kurczaki i jaszczurki) ledwo się w nich mieściły. Ilości jedzenia śladowe. W dodatku cała farma wyglądała na zaniedbaną. Chociaż sporo osób ją odwiedza płacąc za wstęp niemałe pieniądze to ma się wrażenie, że zwierzęta praktycznie niczego z tego nie widzą. Dodatkowo pracownicy zbierają dobrowolne opłaty za pokazy z wężami i za możliwość zawieszenia sobie węża na szyi i pocałowania go na szczęście. 



Farma orchidei jako jedyna zaskakuje pozytywnie. Kwiaty są zniewalające i zadbane. Hodowca opowiada jak należy o nie dbać i jakie są najpopularniejsze odmiany orchidei.











poniedziałek, 15 czerwca 2015

Tajlandia: chińska wioska i granica z Birmą

Następnego dnia rano razem z poznanym księdzem i Niemkami ruszamy na wycieczkę w kierunku granicy z Birmą. Mijamy pola ryżowe, plantacje herbaty i wiecznie zielone lasy.  Co jakiś czas przejeżdżamy przez małe wioski zamieszkiwane przez lokalne plemiona. 

Granica z Birmą w niczym nie przypomina przejścia granicznego. Jest to prowizoryczna brama na której szczycie są flagi granicznych państw. Brak jakichkolwiek zabezpieczeń. Celnicy poruszają się... konno i podjeżdżają do granicy (bramy) jedynie wtedy kiedy ktoś się do niej zbliża by ją przekroczyć. Ich placówka znajduje się w pobliżu bramy graniczne i jest tak samo uboga jak brama. 

Ze względu na trudne warunki panujące w Birmie część mieszkańców decyduje się na nielegalne przekraczanie granicy. Ludzie, jak powiedział mi ksiądz, uciekają głównie nocą przez okoliczne lasy. 

Aby wjechać na teren Birmy trzeba mieć wizę. Ja jej nie miałam. W przeciwieństwie jednak do nieogarniętych turystek z Niemiec, które zostawiły paszporty w hotelu (co za głupota!) ja swój miałam ze sobą. Zaryzykowałam i przeszłam przez granicę. Większych problemów nie miałam. Ksiądz wytłumaczył, że jestem z nim i że mam ze sobą paszport. 

Za granicą inny świat!Niewiele jest miejsc, które widziałam i które tak mocno zapadają w pamięć jak te, które zobaczyłam po przekroczeniu granicy. Ludzie, którzy z całą pewnością nie pasują do współczesnego świata. Nie pasują bo we współczesnym świecie gdzie prawie każdy goni za pieniędzmi oni nie mają ich prawie wcale a pomimo tego z twarzy wszystkich mieszkańców, których widziałam biła niesamowita energia i radość życia. 


przejście graniczne z Birmą




Zmierzamy w kierunku chińskiej wioski. Jakie było moje zaskoczenie kiedy dotarliśmy na miejsce. Sądziłam, iż zobaczę tam jedynie parę osób chińskiego pochodzenia, jeden sklep i to wszystko. Wioska okazała się jednak całkiem spora. Sklepy z chińską herbatą, chińskie bary z tradycyjnymi potrawami chińskimi, napisy na domach w języku chińskim - wszystko jak w Chinach!





Wracamy do Mae hong son. Niemki zostają dzień dłużej a ja biorę nocny autobus do Chiang Mai.








sobota, 13 czerwca 2015

Tajlandia - wioska plemienia Padaung

W centrum miasta widziałam mapkę przedstawiającą okolice Mae Hon Son z zaznaczoną wioską, w której żyły kobiety z długimi szyjami. Mapa nie zawierała jednak skali. Zbyt ryzykowne byłoby ruszyć na piechotę, choć na mapie była to niewielka odległość, bo mogłoby się okazać, że w rzeczywistości jest to kilkanaście kilometrów. 

Zaczepiam kierowcę i pokazuję mu zdjęcie gdzie chcę dojechać. Ustalamy cenę (pomocny okazał się długopis i kartka papieru na której zapisywaliśmy kwotę przejazdu) i jedziemy.

Droga, którą jedziemy jest z obu stron pokryta lasami i nie ma nic wspólnego z drogą z jaką mamy do czynienia w miastach - tylko miejscami jest coś co przypomina asfalt pozostałą część stanowi błoto. 

Docieramy do wioski. Przed wejściem zapłacić trzeba drobną opłatę za wstęp która przekazywana jest mieszkańcom wioski










niedziela, 7 czerwca 2015

Tajlandia - Festiwal Kwiatów


Wcześnie rano wracam do Chiang Mai. Dzięki temu, że udało mi się wrócić zgodnie z planem mam nadal prawie tydzień do zagospodarowania w północnej Tajlandii. Z zaplanowanych rzeczy pozostaje mi jedynie zobaczyć plemię kobiet z długimi szyjami. Zacznę to ogarniać jutro.

Postanawiam zrobić drobne zakupy. Idę do centrum i nagle widzę tłumy ludzi  czekających na coś. Na co? Nie wiem, nikt dookoła mnie nie mówi po angielsku. Postanawiam czekać. 

Nagle pojawia się ogromna platforma na kółkach a za nią kolejne. Wszystkie wypełnione kwiatami. Ich woń roznosiła się wszędzie!Okazało się, że całkiem przypadkowo natrafiłam na odbywający się tutaj każdego roku Festiwal Kwiatów. 

Wszystkie platformy na zdjęciach poniżej wykonane są z kwiatów. Nawet słoń pokryty był w całości nasionami!  








Podczas Festiwalu Kwiatów co chwilę można było zobaczyć osoby niewidome grające na instrumentach muzycznych lub śpiewające. Zebrane datki przeznaczone były na szkołę dla osób niewidomych, która znajduje się w samym centrum i do której się udałam.

Po szkole połączonej z internatem oprowadziła mnie sympatyczna Tajka. Placówka dosyć sporych rozmiarów była bardzo dobrze wyposażona w pracownię komputerową, bibliotekę z książkami zapisanymi Braillem i w sale dydaktyczne. Jak się dowiedziałam, była jedną z dwóch po Bangkoku tego typu placówką w kraju. Uczyły się w niej dzieci z północnej części kraju.

Przerażenie wzbudziła ogromna sala na kilkadziesiąt łóżek dla niewidomych dzieci. Może dla osób, opiekujących się dziećmi w nocy jest to spore ułatwienie bo opiekunowie nie muszą chodzić z pokoju do pokoju by sprawdzać czy wszystko jest w porządku. Jednak z pewnością nie jest to najlepsze rozwiązanie dla rozwoju dzieci.