niedziela, 1 marca 2015

Peru - Lima

Lima - najbrzydsza stolica jaką w życiu widziałam! Jeśli ktoś nie musi lepiej niech nie opuszcza lotniska bo zwyczajnie nie ma co oglądać. Z całą pewnością nie przesadzam bo miasto pokazywała mi koleżanka, która urodziła się w Limie. 

Brak metra sprawia, że aby dostać się z jednego miejsca na drugie trzeba liczyć się zawsze i wszędzie z ogromnymi korkami. Spaliny i ogromny upał sprawiają, że zwyczajnie nie da się oddychać. W dodatku niebo nie jest nigdy błękitne ze względu na zanieczyszczenia. 

Rzecz, która mnie najbardziej rozśmieszyła to domy, które są pomalowane tylko od strony frontu, jakby pozostałe strony nie istniały. W dodatku wszędzie brud, smród i kurz. 

Jedyne miejsce, które mi się podobało to wzgórze na którym jest miniaturowa figura Chrystusa, ta sama, która jest w Rio de Janeiro. Widać z niego praktycznie całe miasto ze slumsami na pierwszym planie.

Plaże - kolejna rzecz (nie)warta wspomnienia. Są brudne a w pobliżu niektórych z nich na piasku (!) są miejsca parkingowe. Rewelacyjne miejsce na wypoczynek - brudna plaża z jednej i spaliny samochodów z drugiej strony.

Jedyną rzeczą, którą trzeba skosztować jest ceviche - tradycyjna peruwiańska potrawa przygotowywana z surowej ryby, zmieszana z cytryną i przyprawami. Można ją dostać na praktycznie każdym markecie. 
















sobota, 28 lutego 2015

Hiszpania: Madryt

W Madrycie byłam kilka razy. Nigdy jednak nie przekonałam się do tego miasta. Może dlatego, że na tle innych stolic i miast, które miałam okazję oglądać Madryt jest przeciętny - przynajmniej dla mnie. Oprócz Gran Via, jednej z głównych ulic, którą bardzo lubię bo przypomina mi jedno z moich ulubionych miast - Buenos Aires i parku Retiro nie ma tam nic co rzucałoby na kolana (przepraszam, jest coś czego nie widziałam w żadnym innym miejscu na świecie - Muzeum Tarota, w którym znajdują się magiczne mikstury, świeczki i karty Tarota z całego świata). 

W zupełności dwa dni wystarczą by zobaczyć całe miasto z Museo del Prado włącznie. Większość atrakcji znajduje się w ścisłym centrum miasta zatem nawet nie warto wydawać pieniędzy na metro skoro można pospacerować.

Jeśli ktoś zostaje dłużej to warto wybrać się do Toledo, Salamanki czy też Segowii. 

Dla mnie tym razem Madryt był pierwszym przystankiem przed podróżą do Peru, o czym będzie w następnym poście.












wtorek, 27 stycznia 2015

Węgry: Budapeszt

Do Budapesztu wybrałam się zimową porą z kilku powodów. Nie lubię turystów, a w styczniu mało kto się tam wybiera, miałam dużo czasu wolnego i natrafiłam na tani bilet. 

No lotnisku kupuje się łączony bilet: autobus+metro, którym dojedziemy do centrum. Nie sposób się zgubić. Autobusem dojeżdża się do samego końca następnie przesiadamy się na metro. Wszelkie mapki metra i mapy miasta bezpłatnie można pobrać na lotnisku. Metro wygląda na bardzo stare ale po chwili zaczynam się sama do siebie uśmiechać. No tak może jest i stare ale kilka linii metra działa w przeciwieństwie do o wiele większej Warszawy gdzie nadal jest tylko jedna linia.

Wysiadam na stacji Deak Ferencter. Idę na piechotę do Parlamentu. Ku mojemu zaskoczeniu wszędzie gdzie nie spojrzę żółte taksówki - wow prawie jak w Nowym Yorku! 

Docieram do budynku Parlamentu. Mam szczęście, nie ma żadnych kolejek tylko dwie zorganizowane grupy. Bilety kupuje się na określoną godzinę. Wstęp jest tylko i wyłącznie z przewodnikiem, który oprowadza w różnych językach. Udało mi się dołączyć do grupy z Hiszpanii. Pierwszy raz w Europie spotkałam się, że osoby z Unii Europejskiej płacą za bilet mniej. Konieczne jest jednak pokazanie dowodu podczas zakupu. Dla tych, którzy się zastanawiają czy wejść czy też zostawić pieniądze na zwiedzanie czegoś innego mogę zdecydowanie powiedzieć że warto kupić bilet.

Budapeszt jest miastem, które można zobaczyć w całości w ciągu 2-3 dni. Jakby się jednak uprzeć to jeden dzień wystarczy nawet by pochodzić po uliczkach i zwiedzić najważniejsze zabytki miasta. 

Dla miłośników kultury żydowskiej Budapeszt jest prawdziwym rajem. To właśnie tutaj znajduje się największa w Europie synagoga, które może pomieścić 3000 osób oraz trzecia na świecie pod względem wielkości zaraz po synagodze w Jerozolimie i Nowym Jorku. Oprócz niej znajdują się także inne: sefardyjska pochodząca z 1364 roku oraz ortodoksyjna na tyłach której znajduje się chupa, pod którą zawierane są małżeństwa. Sama dzielnica wypełniona jest także żydowskimi kawiarniami, restauracjami i sklepami.   

To co mnie zachwyciło to kuchnia węgierska. Do dnia dzisiejszego mam w ustach smak zupy grzybowej z serem, placków ziemniaczanych i słodyczy, które tam jadłam. 

Może Budapeszt nie jest tak magicznym miastem jak niektóre europejskie metropolie ale z pewnością jest wartym zobaczenia.  Coraz częściej można znależć także w korzystnej cenie połączenia z Budapesztu do Azji warto zatem skorzystać z okazji i odwiedzić to miasto. 













   w tle ortodoksyjna synagoga na ulicy Kazinczy


 
żydowska chupa pod którą zawierane są małżeństwa

budynek Wielkiej Synagogi
Miałam taką samą skarbonkę pieska jak byłam dzieckiem :)

wtorek, 13 stycznia 2015

Hiszpania: Barcelona

Barcelona jest miastem do którego uwielbiam powracać. Nie tylko dlatego, że jest to miejsce, w którym nie można się nudzić ale może dlatego, że było to pierwsze miasto do którego sama pojechałam. Od czasu kiedy byłam tu pierwszy raz a było to prawie 14 lat temu wiele się zmieniło. Moim zdaniem na lepsze. Sprawniejsze i częstsze połączenia z lotniska do centrum, drogowskazy do atrakcji turystycznych to tylko nieliczne udogodnienia, które sprawiają, że turyści bez problemu odnajdą się w tym mieście. 

Z lotniska w Barcelonie co 5 minut odjeżdża Aerobus czyli autobus, którym można dojechać do centrum czyli do Plaza Catalunya. Podróż trwa zaledwie 35 minut. Stamtąd można ruszyć na piechotę ( tą formę zwiedzania najbardziej polecam) lub przemieszczać się metrem. 

Inną ciekawą i równie dobrą opcją dotarcia do Barcelony są autobusy z Girony, do której latają samoloty. Jeśli ktoś tam przyleci warto aby zatrzymał się na jeden dzień. Mam nadzieję, że kiedyś Gironie poświęcę osobny post bo miasteczko jest warte zobaczenia. W skrócie Girona jest małym średniowiecznym miasteczkiem z kolorowymi domkami położonymi nad rzeką Onyar i z bardzo dobrze zachowaną dzielnicą żydowską. 

Barcelona to przede wszystkim Gaudi, którego jestem ogromną fanką. Pamiętam czasy kiedy wstęp do Parku Guell był bezpłatny. Obecnie bilet wstępu kosztuje 8 euro (7 przy zakupie przez internet). Żaden turysta jednak będąc w Barcelonie nie powinien żałować pieniędzy na bilet bo jest to coś co trzeba zobaczyć chociaż raz w życiu. Podobnie jak jego dwa najsłynniejsze domy: Casa Batllo i Casa Mila położone na tej samej po przeciwnych stronach ulicy. O Sagrada Familia nie wspomnę. Chociaż cena biletu by zobaczyć wnętrze powala prawie każdego turystę na kolana to jednak warto tu przyjść aby zobaczyć plac przed kościołem i samą fasadę.