czwartek, 7 kwietnia 2016

Grecja: Egina

Na wyspę dopłynąć można promem z portu Pireus. Z lotniska w Atenach kursuje bezpośrednio autobus którym na miejsce dojedziemy w ciągu godziny. Trzeba jednak zapytać się gdzie należy wysiąść ( jeśli ma się szczęście i ktoś mówi po angielsku). Ja jechałam w nocy i okazało się, że przystanek końcowy, który nazywa się port Pireus wcale nie jest miejscem z którego odpływają promy. Niestety oprócz mnie nikogo nie było w autobusie a kierowca nie mówił po angielsku. Zostałam wysadzona w miejscu gdzie oprócz bezdomnych i kontenerów nie było niczego więcej. Promy które natomiast były nie były dla pasażerów tylko do przewozu ładunków. Musiałam iść 20 minut na piechotę by dotrzeć do docelowego miejsca. Jadąc zatem autobusem do portu należy wysiąść 2 przystanki przed przystankiem końcowym. Można również wybrać metro i wysiąść na ostatnie stacji Linii nr 1 Piraeus. Stamtąd jest jakieś 10 min na piechotę do portu. 

W samym porcie trzeba spytać z której przystani odpływają promy bo niestety nie ma żadnej konkretnej rozpiski z jakiej przystani do jakiego miejsca odpływają promy.

Bilet można kupić w kasie na miejscu lub online. W przypadku tej drugiej opcji wydrukowaną wersję papierową należy wymienić w kasie na bilet. Powrotny kosztuje 25 euro a podróż trwa 40 min

Z tej samej przystani odpływają również promy na Hydrę i Poros.

Można również skorzystać z lokalnych biur które oferują rejsy jednodniowe na trzy wyspy: Eginę, Hydrę oraz Poros. Cena takiego rejsu to 99 euro.

Ja zdecydowałam się tylko na Eginę.  Wolałam zobaczyć dokładnie jedną wyspę niż trzy w pośpiechu.  


Dobrym rozwiązaniem aby zwiedzić wyspę jest samochód albo skuter. Przy samym porcie działają liczne wypożyczalnie, które oferują wynajem w bardzo korzystnych cenach. Inną opcją jest lokalny autobus, który dojeżdża do najbardziej turystycznych miejsc: świątyni Afai oraz Agios Nektarios ( monaster, który jest jednym z największych na Bałkanach). Innym dostępnym środkiem transportu - zdecydowanie wolniejszym są dorożki . 


Życie wyspy koncentruje się wokół portu i pobliskich zakręconych uliczek. Tutaj też mieszczą się restauracje i hotele. Warto odwiedzić lokalny targ rybny z XIX wieku znajdujący się w pobliżu portu gdzie z samego rana można kupić wszystko co tylko da się wyłowić z morza i jest przy tym jadalne.  

W przeszłości wyspa słynęła z drzew oliwnych. Dziś jest ich niewiele. Są za to drzewa cytrynowe i gaje pistacjowe. Przysmaki z pistacji dostępne są na każdym kroku. 

Przy samym porcie znajduje się malowniczy kościółek - najmniejszy ze wszystkich znajdujących się na wyspie


A to już jego wnętrze...






wąskie uliczki w pobliżu portu




Cała wyspa porośnięta jest drzewami cytrynowymi, pomarańczowymi i pistacjowymi


Spacerując wzdłuż wybrzeża zobaczyć można takie widoki...


niedziela, 14 lutego 2016

Wielka Brytania: Londyn - Chiński Nowy Rok

Każdego roku na przełomie stycznia i lutego obchodzony jest Chiński Nowy Rok. 
W Londynie obchody rozpoczynają się paradą na Trafalgar Square i kończą na Chinatown. 









środa, 10 lutego 2016

Filipiny: Manila - o tym co warto zobaczyć

W jednym z poprzednich postów (tutaj) pisałam o tym jak dojechać na Filipiny i jak poruszać się po Manili. 
Dzisiaj o tym co warto zobaczyć w stolicy, która przez wielu uważana jest za najbrzydszą na świecie. Ja z całą pewnością do tych osób nie należę :)

 Nie będąc wcześniej na Filipinach nie mieliśmy pojęcia co tam zastaniemy. Wiedzieliśmy że Manila do bogatych stolic nie należy. To co jednak zobaczyliśmy przeszło nasze wyobrażenia... Brud i biedę widać na każdym kroku. Ze wszystkich miejsc które widziałam do tej pory chyba jedynie w Indiach było gorzej. Ludzie śpią na ławkach, wózkach, pod sklepami, w rowach - wszędzie. I chyba to co zaskakuje wielu turystów to życzliwość i uśmiech Filipińczyków, który widoczny jest na każdym kroku  - nawet na cmentarzu gdzie mieszkają ludzie!

A teraz o tym co warto zobaczyć.

W samym centrum miasta w dzielnicy Quiapo znajduje się Kościół Quiapo z figurą Czarnego Jezusa, która uważana jest za mającą cudowną moc. Dwa razy do roku rzesze pielgrzymów ściągają do stolicy by wziąć udział w procesji podczas której noszona jest figura Chrystusa ulicami miast. Nie jednak kościół zwrócił naszą uwagę a to ... co znajdowało się dookoła niego. Na każdym kroku oprócz dewocjonaliów można było spotkać ludzi sprzedających świeczki w intencji miłości, pomyślności, zdrowia oraz ludzi zajmujących się wróżeniem z kart. Przypomina to trochę La Paz i Bazylikę w mieście na tyłach której znajduje się targ czarownic gdzie można kupić ususzone płody lam i różne magiczne zioła. 











Niedaleko Bazyliki znajduje się niezwykle ciekawa dzielnica muzułmańska, o której pisałam we wcześniejszym poście. Ku naszemu zaskoczeniu okazało się że coraz więcej muzułmanów przybywa na Filipiny. Ma to też odzwierciedlenie w jedzeniu. Coraz więcej produktów jest halal  czyli dozwolonych w świetle islamu.



Kolejnym miejscem wartym zobaczenia są wcześniej przeze mnie opisane cmentarze: Cmentarz Północny oraz Cmentarz Chiński. Oba sąsiadują ze sobą. Chociaż na obu mieszkają ludzie stanowią one przeciwieństwo. Pierwszy z nich jest ruchliwy i głośny. Drugi natomiast bardzo cichy i spokojny z gigantycznymi czasem mauzoleami.

 dzieci bawiące się na Cmentarzu Północnym
a to już Cmentarz Chiński

Najważniejszym kościołem jest Katedra położona w centrum starego miasta. Centrum nie ma jednak nic wspólnego z centrami miast jakie są w innych miastach. Nie ma ani kawiarni ani zbyt wielu sklepów ani żadnych informacji turystycznych dla turystów. Spotkać można jedynie właścicieli małych busików którzy oferują płatne wycieczki po mieście. 
Zwiedzaliśmy katedrę w trakcie kiedy było nabożeństwo. Okazało się, że równocześnie odprawiane jest po angielsku i po filipińsku. 

katedra

Intramuros i Fort Santiago stanowią najstarszą część miasta do której wstęp jest płatny. Z pewnością jest to punkt obowiązkowy dla wielbicieli historii. Kiedy w XVI w hiszpańscy konkwistadorzy przybyli z Meksyku właśnie w tym miejscu założyli miasto. 
Na terenie Intramuros znajduje się też muzeum Jose Rizala - filipińskiego bohatera narodowego. Zdziwienie nasze było ogromne kiedy osoba w muzeum zapytała nas skąd jesteśmy. Okazało się, że przed nami było 5 Polaków zwiedzało muzeum. Śmialiśmy się, że pewnie były jakieś promocyjne bilety do Manili. Kiedy jednak wyszliśmy okazało się, że koło Intramuros znajduje się polska ambasada - pewnie pracownicy w przerwie poszli zwiedzić wystawę.

 park na terenie Intramuros

 pomnik Rizala
  widok z Fortu Santiago
 widok z Fortu Santiago
 park na terenie Intramuros

 muzeum Rizala

Niedaleko Intramuros znajduje się most prowadzący do...


 Chinatown. Chińska dzielnica jest bardzo duża. Znalezc można w niej dokładnie wszystko co można dostać w Chinach - od chińskiego jedzenia po chińskie ubrania i lekarstwa.




Bazylika San Lorenzo Ruiz znajduje się niedaleko Chinatown. Według niektórych przewodników na jednym z najpiękniejszych placów. Z tym akurat bym polemizowała bo w Manili praktycznie wszystkie place są brudne i pełne bezdomnych. Kościół ten, który ma ponad 400 lat ma ciekawe wnętrze, które przypomina Bazylikę św Piotra w Watykanie a wieża przynależąca do niego kształtem przypomina pagodę



A na zakończenie to co uwielbiam w Manili i ogólnie w Azji - lokalne markety na których można kupić absolutnie wszystko - od butów i telefonów bo rozkładające się już ryby. To właśnie tutaj ludzie spędzają najwięcej czasu. Dla wielu sprzedawców jest to styl życia a nie sposób na życie. Na niektórych bowiem straganach jest taki syf że za darmo nie wzięłabym rzeczy które są sprzedawane. Wielu sprzedawców nie zarabia z pewnością nic. Chodzi jednak o to, że nie są sami, że nie spędzają bezczynnie czasu w domach tylko siedzą przy swoich straganach uznając, że pracują w sumie zawsze jest jakaś szansa, że ktoś coś kupi.

Spacerując wieczorem po targu zobaczyć można jeden wielki bałagan. Niezwykłe jest jednak to, że rano osoby sprzątają i ulice i jest w miarę czysto  - aż do momentu kiedy nie zaczną się schodzić ludzie.  Wtenczas wszystko zaczyna się od nowa. 

Bardziej zamożni robią zakupy w supermarketach i zamiast jeść na ulicy stołują się w barach lub w drobnych restauracjach. Przed wejściem do takich miejsc stoi zawsze ochroniarz... który otwiera drzwi!