czwartek, 28 maja 2015

Tajlandia - Bangkok i pływający market

Wyjazd do Tajlandii nie był poprzedzony żadnymi przygotowaniami z mojej strony. Nie chwyciłam do ręki nawet żadnego przewodnika. Wiedziałam natomiast co chciałam zobaczyć i miałam w głowie ogólny zarys mapy Tajlandii. Udało się ale łatwo nie było!

Biała świątynia to świątynia, która przypomina swoim wyglądem pałac Królowej Śniegu. Odkąd ją zobaczyłam zaczęła mnie prześladować. Wiedziałam, ze jest gdzieś na północy ale nie wiedziałam gdzie dokładnie. Wiedziałam jedno- musiałam ją koniecznie zobaczyć. Drugim miejscem była wioska z plemieniem Karen czyli wioska, w której kobiety noszą na szyjach obręcze. Ostatnim był pływający market w pobliżu Bangkoku. Dotarłam do wszystkich tych miejsc w bardzo nietypowy sposób. Jak? Zaraz opowiem

Lotnisko w Bangkoku jest ogromne i jedno z ciekawszych jakie udało mi się zobaczyć. Moim celem jest pływający market w pobliżu Bangkoku. pytam się w informacji jak tam dotrzeć. Dostaję mapkę a na niej wskazówki jak wydostać się z lotniska, gdzie wysiąść i przesiąść się na docelowy autobus. Postępuje według instrukcji ale okazuje się, że jest ona stara i autobusy o podanych numerach nie kursują, co więcej, kursują z zupełnie innych miejsc!

Pokazuję mężczyźnie stojącemu na przystanku wydrukowane zdjęcie pływającego marketu bo nawet nie znam nazwy w lokalnym języku. Działa!!!Mężczyzna pokazuje mi autobus. Wsiadam i kierowcy pokazuję zdjęcie. Jedziemy obrzeżami miasta, które jest ogromne i brudne. W pewnym momencie gdzieś na środku ulicy kierowca każe mi wysiąść. Wsiadam i widzę lokalne autobusy. Podchodzę i pokazuję zdjęcie. Kobieta wskazuje mi autobus, którym docieram na miejsce!!!Wow to działa, cieszę się! Jaki wniosek? Nieznajomość lokalnego języka wcale nie musi stanowić przeszkody w podróżowaniu!Zawsze istnieją inne formy komunikacji.

lokalny dworzec w Bangkoku - poczekalnia

Z autobusu trzeba dojść kawałek ale znowu pokazuję fotografię i słyszę: Damnoen Saduk (tak nazywa się ten market). Meżczyzna wskazuje mi drogę. Docieram bez problemu. Market jak na zdjęciach!Pływające łodzie sprzedające owoce,  warzywa,  kapelusze i inne rzeczy codziennego użytku. Dla chętnych możliwość przejażdżki łodzią kanałami.




Wsiadam w autobus powrotny do Bangkoku. Zmęczona bo upal nieziemski a ja w dodatku z ogromnym plecakiem. Jaki plan na dzisiaj? Nie wiem! Brak planu to czasem najlepszy plan! Wiem, ze muszę w Tajlandii zobaczyć jeszcze dwa miejsca. Biała świątynia, którą chcę zobaczyć znajduje się na północy. Postanawiam znaleźć dworzec i pociąg do Chiang Mai, najlepiej nocny. Udaje się - ostatnie miejsce w wagonie sypialnym. Jak zawsze mam szczęście! Dlaczego Chiang Mai? Bo to największe miasto na północy a z największych miast zawsze są busy do najważniejszych atrakcji turystycznych i miejsc religijnych. 

Dworzec autobusowy w Damnoen Saduk

mój ukochany plecak

Pot ze mnie leci. Całe szczęście, że na dworcu były prysznice! Pociąg mam dopiero o 22 więc ruszam na zwiedzanie okolicy. Bangkok nie interesuje mnie na tyle by zostawać tu na dłużej. Niemalże całe miasto zobaczyłam jadąc autobusem łącznie z największymi atrakcjami turystycznymi ( z zewnątrz oczywiście). Odhaczanie wszystkich atrakcji turystycznych, które są podane w przewodnikach jest ( przynajmniej dla mnie) bez sensu. Wolę pospacerować po obrzeżach i zobaczyć jak żyje większość społeczeństwa lub dotrzeć do miejsc gdzie dociera mało kto niż pstrykać zdjęcia wszystkiego co się da jak robią to niektórzy turyści nie wiedząc potem co jest co. 

bardzo przyzwoity dworzec w Bangkoku

Chińska dzielnica znajduje się w pobliżu dworca. W pobliżu głównych atrakcji jest w miarę czysto natomiast im dalej w bok tym większy brud i smród. Chińska dzielnica nie do końca jest chińska bo obok barów, chińskich restauracji i świątyń jest też sporo świątyń buddyjskich. Natrafiam na jedną z nich. Kobieta w środku macha do mnie ręką abym weszła. Opowiada mi o świątyni i o jej symbolice, pyta się skąd jestem. Zaczynamy rozmawiać. To jest właśnie to co uwielbiam - kontakty z przypadkowymi ludzmi!

Wracam na dworzec. Po drodze kupuję kilka butelek wody i jedzenie. Pociąg przyjeżdża punktualnie a jego wnętrze jest czyste. Znajduje swoje łóżko i natychmiast zasypiam.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz