środa, 3 czerwca 2026

Park Krugera

Do RPA planowałam przylecieć w zeszłym roku. Do końca jednak nie byłam przekonana, że jest to miejsce, które chciałabym zobaczyć i zamiast RPA wybrałam Azerbejdżan. W tym roku dojrzałam do decyzji, aby tu przylecieć. Co więcej natrafiłam na tanie połączenie z Berlina do Johanesburga za 400 euro w obie strony. To był dla mnie znak. Wyjazd, do kraju, który nie był na liście moich marzeń okazal się strzałem w dziesiątkę. RPA jest piękne, autostrady ciągną się kilometrami, a widoki z okien samochodu na sady z drzewami pomarańczowymi, pola trzciny cukrowej i winnice jest czymś co na długo zostaje w pamięci. 

Do RPA przyjechałam żeby zobaczyć 3 rzeczy: Park Krugera, Cape Town oraz pingwiny na plaży Boulders Beach. O tych ostatnich dowiedziałam się przypadkiem, kiedy na wyświetlaczu laptopa ukazały się pingwiny spacerujące po plaży. Od razu wiedziałam, że muszę dotrzeć w to miejsce, ale o tym w innym poście.






 




piątek, 24 kwietnia 2026

Berat

Głównym powodem mojego wyjazdu do Albanii był Berat. Gdy na  jednym ze zdjęć zobaczyłam ,,miasto tysiąca okien" od razu zapragnęłam je zobaczyć na żywo. Było warto, choć nie obyło się bez problemów. Do Beratu chciałam dotrzeć na własną rękę. Udało się, ale następnym razem (co baaaardzo rzadko mi się zdarza) wykupię wycieczkę zorganizowaną. 
Do Beratu chciałam dotrzeć z Durres. Pierwszy autobus miał odjeżdżać z dworca autobusowego o 6:45. Na miejscu okazało się, że może i jedzie o tej godzinie, ale z zupełnie innego dworca - Durres - Pelpa, który jest położony 9km dalej, o czym dowiedziałam się od jednego z kierowców. Inny mężczyzna zaproponował mi taksówkę za 10 euro. Poczekałam na kolejny autobus, który miał być o 7:30. Mapy wskazaywały, że powinnam tam jechać 25 minut i przesiąść się na kolejny autobus. Pierwszym autobusem, za który zapłaciłam 40LEK czyli niecałe 2 zł (bilet kupuje się za gotówkę - sprzedawca biletów chodzi po autobusie) jechałam zaledwie 10 minut i dobrze, że patrzyłam na poruszającą się kropkę na mapach google bo wysiadłabym w zupełnie innym miejscu. Przed 7:45 byłam na miejscu. O tej  godzinie powinien odjeżdżać minibus do Beratu, ale żaden nawet nie wyjeżdżał. Kolejny miał ruszyć o 8:30. Ruszyliśmy jednak o 8:15. Na miejsce też byłam też prawie 30 minut pózniej bo przed 10:00. Za bilet zapłaciłam 500 LEK
Z dworca autobusowego do centrum idzie się 45 minut. Po drodze nie widziałam żadnych lokalnych autobusów. Sama jednak trasa nie była męcząca. Po drodze jest sporo sklepów i park. 
Za autobus powrotny do Tirany zapłaciłam 600 LEK. Ostatni autobus odjeżdżał o 16:00, jednak widząc punktualność autobusów wolałam nie ryzykować i wybrałam wcześniejsze połączenie. I dobrze bo i tak nie ruszyliśmy na czas, a ludzi wsiadających do minibusa było sporo, że gdybym czekała na ostatni przejazd to mogłabym się nie zmieścić. Autobus z Beratu do Tirany niestety nie zatrzymuje się w centrum tylko na obrzeżach. Dokładnie na ulicy Rruga Kastriotet w pobliżu terminala autobusowego. Stamtąd trzeba wziąć autobus, którym dojedzie się do centrum. Bilet można kupić za gotówkę w autobusie (sprzedawca chodzi i sprzedaje bilety).

Do Berat z pewnością wrócę z uwagi na Muzeum Etnograficzne, które podczas mojego pobytu było niestety zamknięte. Z uwagi na brak czasu nie dotarłam także do zamku. Zatem zdecydowanie wrócę i co rzadko mi się zdarza... wykupię wycieczkę zorganizowaną.

 








niedziela, 1 marca 2026

Èze

Èze jest uroczym, średniowiecznym miasteczkiem położonym na trasie do Monako. Wznosi się 400 m n.p.m a z jego szczytu rozciąga się niezwykły widok na Lazurowe Wybrzeże. Èze to sieć wąskich, kamiennych uliczek, które prowadzą na sam szczyt gdzie znajduje się ogród egzotyczny. Miłośnicy sztuki i oryginalnych pamiątek znajdą tu z pewnością coś dla siebie. Miasteczko bowiem pełne jest galerii i sklepów z pamiątkami (nie tylko chińskimi). Niedaleko przystanku autobusowego znajduje się również, oferująca po korzystnych cenach, wytwórnia perfum i mydeł zapachowych Fragonard. 

Èze byłam już wcześniej dwa razy. Ostatni raz 10 lat temu. Byłam wioską zachwycona i nadal uważam, że jest ona cudowna, jednak przyjazd w tym roku okazał się koszmarem. Wszystko za sprawą tłumu turystów, którzy skutecznie uniemożliwiali nacieszenie się urokliwymi uliczkami. Zrobienie zdjęcia graniczyło z cudem, a był to poniedziałek, więc domyślam się jak musi być w sezonie oraz w weekend. 

Dojazd: 
  • Pociągiem: 
Z Nicei kursuje pociąg do Èze jednak jedzie on do nadmorskiej miejscowości, a sama wioska znajduje się  na górze. Przy samej stacji kolejowej w Eze znajduje się przystanek autobusowy z którego do celu dojedziemy autobusem 83. Podróż trwa 20 minut. Należy wysiąść na ostatnim przystanku. Dalej poprowadzą nas już drogowskazy. Bilet autobusowy do samego miasteczka kosztuje 1,7 euro i można go kupić poprzez aplikację. UWAGA! Autobus ten kursuje rzadko (raz na godzinę) w dodatku jest on niewielki i może pomieścić maksymalnie 30 osób. Zatem należy liczyć się z tym, że nie uda się wsiąść do autobusu. Ja do Eze wybrałam się z St Jean Cap Ferrat wczesnym rankiem i złapałam autobus 83 na przystanku początkowym w Baie des Fourmis, kilka przystanków dalej był on już prawie pełny, a w Èze już tylko nielicznym udało się wsiąść
  • Autobsem
Innym sposobem dojazdu jest bezpośredni autobus numer 82 z Nicei, który odjeżdża niedaleko Portu Lympia z Place des Cigalusa. Bilet kosztuje 1,70 euro

Atrakcje:
  • ogród egzotyczny - główną jego atrakcją są kaktusy i sukulenty. To właśnie z niego rozciąga się przepiękny widok na okolicę. Wstęp kosztuje 10 euro (dzieci poniżej 12 lat - wstęp bezpłatny; studenci i dzieci od 12-17 lat 6 euro).

  • urokliwe uliczki w wiosce





  • Kościół Matki Boskiej Wniebowziętej
  • muzeum i fabryka perfum
  • ścieżka Nietzschego, która prowadzi do Eze - sur - Mer.